sąsiedzi

Nadia siedzi w pokoju graniczącym z sąsiadami
zza ściany słychać jakieś odgłosy
Nadia: kto tam jest?
– tam mieszkają sąsiedzi
– a tam? (pokazuje na podłogę)
– tam też
– misiaki?
– hahaha, państwo Misiakowie, pan Misiak i pani Misiak – poprawiam
– a dziecko misiak?
– hahaha, dzieci państwa Misiaków są już dorosłe!
oczy Nadii stają się okrągłe jak spodki
– cooo? i mają wnuki misiaki??!!
pozdrawiamy sąsiadów! 😉

Kacpra pojęcie o statusie społeczno – ekonomicznym matki na trzech etatach

– mamo, ja to też chciałbym być mamą, jak ty!
– taaak? a dlaczego?
– no bo tata idzie do pracy, my z Nadią do przedszkola, a ty sobie zostajesz w domu, robisz co chcesz… może pijesz sobie winko czy coś tam…
– hahaha! Kacper, to że nie wychodzę z domu, nie znaczy że nie pracuję, przecież wiesz, że rysuję projekty na komputerze… liczę i piszę…
– no wieeeem… ale projekty to w nocy! a w dzień robisz to co chcesz!
🙂

dieta cud

niedziela, 9 a.m.
dzieci wstały, maż śpi
domagają się śniadania
ugotowałam 5 jajek na miękko
otworzyłam pudełko pomidorków daktylowych
posmarowałam trzy kromki masłem
co zjadłam?
1 jajko
3 pomidorki
1 kromkę chleba
od poniedziałku szukam dodatkowego źródła dochodu 🙂

niby Nadia, a jednak Barbara…

prowadzę Nadię do przedszkola
milczy… i myśli…
nagle:
– mamo, a co to są te kulki z ziemi?
– jakie kulki?
– no nie wiem jak to się nazywa! – denerwuje się
– to powiedz mi coś jeszcze! jakie one są?
– no takie z ziemi! normalne! – denerwuje się jeszcze bardziej
– nie wiem… kamienie?
– nie! takie z ziemi! odkopane! – czarne chmury zbierają się nad nami 😉
myśl, matko, myśl!
– aaaa… węgiel?
– tak! o to mi chodziło!
wychodzi słońce, opada kurtyna 🙂

skromność ponad wszystko!

odwiedza nas jedna z przyszywanych cioć
rozmawia z Nadią
– jaka ty jesteś ładna!
– no
– a jakie masz śliczne włoski! [o fryzurze] mama ci tak zrobiła?
– nie, taka się urodziłam! [o całokształcie, jak sądzę :-)]

na wszystko mam odpowiedź…

– mamo, wiesz, że elfy robią zabawki ze śmieci?
– naprawdę?
– naprawdę! takie tyci, tyci, ale tylko dla małych dzieci… a dla większych robią takie o grubości mrówki i o wysokości dwóch belek
– jakich belek?!
– no, normalnie! drewnianych!
– ale belki mogą być różne
– no to je skrócimy piłą!

mandarynki

– mamo, obierzesz mi mandarynkę?
– obiorę
– dzięki…. o, już jest jedna! dobrze! i pracuj tak dalej!
oddala się do swoich zajęć 🙂
po chwili wraca
– o, ale trzy to za mało! chciałbym jeszcze… cztery…
– Kacper!
– cztery, cztery. a jak będziesz marudziła to dołożę ci jeszcze jedną

fajny gość

dzieci dostały prezenty od Mikołaja
ucieszyły się, pobawiły
Kacper sięga po mandarynkę, którą też mu przyniósł Mikołaj 🙂
Bob: obrać ci?
Kacper: dam sobie radę
męczy się z mandarynką jakieś 20 minut, z pokoju słychać posapywania, “no kurde” i inne takie 🙂
w końcu obiera, zjada i wkracza do kuchni:
– wiesz, tato, ten Mikołaj to fajny gość, ale z tymi mandarynkami to przegiął

historia Mikołaja – wersja turbo

nie będzie mnie w weekend, więc uprzedzam dziecko:
– Kacper, jutro na treningu będzie Mikołaj, tatuś was tam zawiezie i dostaniecie z Nadią paczki od Mikołaja
– super, mamo!…. (a po chwili) ja będę obserwował czy to są czary czy na prawdziwo….
– co?
– no to, że Mikołaj daje prezenty… myślę, że nie ma czarów na świecie, ale Mikołaj ma taką moc, dostał ją na początku świata, jak walczył z tymi złymi… no wiesz, z tymi ludźmi, co już wyginęli… to było baaardzo dawno temu… i dlatego on jest taki stary, i jako jedyny ma takie czary…

skarżypyty i niewiniątka

dzieci się bawią w pokoju, sądzą po odgłosach w zapasy się bawią 🙂
słyszę, że Nadia “napastuje” Kacpra, a on protestuje
w końcu sprawdzonym sposobem uwalnia się od “najeźdźcy”
co oczywiście budzi sprzeciw napastnika
Nadia: mamo, a Kacper mnie popchnął!
Kacper: a Nadia mnie tak przycisnęła, że prawie nie miałem powietrza!
ja: Nadia, czemu na niego włazisz, przecież prosił cię żebyś zeszła!
Nadia: ale ja nie słyszałam!
Kacper: słyszałaś, tylko teraz udajesz niewiniątko!